POWIEŚCI PRZYGODOWO - PODRÓŻNICZE



CZASOWY NOWY ROMEK

POWIEŚĆ KOMPUTEROWA.

końputer 

Pierdyknął w system, aż się wiatraczek zgiął. Użytkownicy odruchowo się zjeżyli niemiło i bezzasadnie. Wszystko odbyło się na zasadzie naprawy serwisowej.

Melchior the font haker and kankel brejker  rozłożył ręce:

- Się nie da odzyskać Czasowego Nowego Romka w standartowych rozmiarach.      Pozostała tylko siedemdziesiątkadwójkasansserif.

Jego rozmówcą w imieniu użytkowników - pospolitych juzerów i zawieszaczy, był klasyczny resetowiec,  tradycyjnie nic mu nie odpowiadało:

- Aaajtam się zawiesił, kopnij go pan w myszę, aż się dupą, aż się kulką nakryje.

- Te sceptyk z Onetu, daj mie luz - odparł umęczony trzydobowym serwisem Melchior.

Magister Łordecki zajrzał im przez ramię i stwierdził:

- To się nie uda.

Naprędce odbyło się publiczne odpalenie Explorera, ot tak, dla odwrócenia uwagi. Pentium 7 zapiszczał, to znaczy zagotował herbatę, zapachniało przypalonym biosem. Melchior the font mejker and kankel juzer zaniemówił. Zamiast tradycyjnego staropolskiego „Nie można otworzyć strony bo coś” objawiło się „Ajtam ajtam”. Było to wielce niestosowne w tym momencie. Poszedł więc jeden z drugim, oba roztrzęsione, wyjustować się za stodołę internetową. Słabe mieli żołądki w temacie zawieszanie. To, co jedli, czyli Pedigri Pal, dopadł standardowy systemowy kocurek Bazyli i zapgrejdował do Łiskas v. 2.1 beta. I co mu tam wyszło ? Kaszanka piracka. Kot padłby, gdyby nie lewatywa (złośliwi mówią Scan Disk). Na te pluski i kluski z kociej lewatywy wgramolił się sam wielki magister Łordecki i orzekł:

- To się nie uda.

Klasyczny resetowiec rozejrzał się za ofiarą i zrzucił kocurka Bazylego z dachu. Został wygwizdany jak ostatnia demówka na pleja i się popłakał w piwnicy. Nikt mu nie pomógł, jeszcze go skopali, bo im usiadł na sidiroma x41 z fajną obudową, co się wygła. Wprawdzie sąsiad blacharz im to później ładnie wyklepał młotkiem, ale sami wiecie, że to już nie to samo, szczególnie, że płytki przestały pasować do stuningowanej młotkiem kieszeni i sprzęt ten nadawał się już tylko jako pojemnik na szpilki i naparstki z ładnym czerwonym światełkiem. Śmierć ergonomii normalnie, w biały dzień.
Kot przeżył tylko dlatego, że to stworzenie nie do zdarcia, posiada doskonalszą i bardziej rozbudowaną architekturę niż polityk lub pies. Mniej śmierdzi i ma cztery łapy na resorach,  spada zawsze bezpiecznie, się nie zepsuje bez powodu. Solidna konfiguracja jednym słowem. Dlatego koty nie są na gwarancji. Nie muszą. Haker ekstra milioner przejął się losem klasycznego resetowca reprezentującego rozeźlonych użytkowników i przyjął zlecenie. Po długich bojach z konfiguracją (hajmem sys przeflancował do schowka), odzyskał Czasowy Nowy Romek 48, 36 i z niejakim zgrzytem dartej blachy 28. Odwiesił też pogrubianie. Sapnął w końcu i obwieścił:

- Więcej nie da rady, mam już polipy na opuszkach. Kursywę to już musicie sami...

Lekarz profilaktycznie zapisał mu mocną dawkę folium scarpetae na wzmocnienie  i wysłał do ubikacji na sformatowanie dyskietki. Przeglądarka też zawiodła. Arena czy Altavista, a może Alicja, nie pomnimy, bo było ciemno. I co z tego impasu wynikło ? Niedola i włóczęga. Jeden pan, zwolennik Celeronów i zapytań bez przecinków, pomylił „Rymaniak” z „rumianek” (źle sformułował zapytanie) i trzeba go było syfiastym twardym resetem ogłuszyć, bo miękki byłby tylko salonowym zabiegiem. Zresztą jeśli ma się czyraki między palcami, to i tak się tego altaceteereladeleta nie da rady. Brutalna prawda doszła do głosu. 

W tym  momencie na przeglądarce Jasio (dla przyjaciół: Jahuu, dla znajomych Jan) zalogował się magister Łordecki i zaczatował ircem na kanale cuś tam z muchami w uerelu:

- To się nie uda.

A inni ? A użytkownicy portali z wełny ? Portale z wełny za ciepłymi są, ispeszali na lato, zresztą wszystko przejdzie, byleby portale nie były zafajdane. Nie odpowiadamy za nich, przecież wiecie, co nas poruszyło: pan Jeden pomylił „Rymaniak” (na przykład taki z O.K.W band) z „rumianek” i nawet nie pomogło mu powołanie się na oficjalną stronę Związku Polskich Zielarzy (www.marchewkaszczypior.com.pl)  nikt nie uwierzył w taką pomyłkę. Nawet zapluty Excel reakcji przyznał to zirytowany do granic ułomnością komputerów:

- Czasowy Nowy Romek zawiesił się bejzikli jako czcionka definitli. Walcie się na folder, fajansiarze ! Twarde łącze wam w dupe !

Pamperek de Klipart Hero, wytrwały obserwator tego bałaganu (szef go w pracy na czacie za rogiem postawił) podrapał się po głowie:

- Eee, trzeba modyfikacji dokonać.

coś nie działa

Bill de Kałboj Majkrosoft Twórca Stwórca Junajted wychynął jak spod ziemi - śmigłowcem od słońca zaatakował i zdecydowanie zaoponował and zadętkował. Zawrzało. Będzie premiera !!!  Babcia Gawlikowska  poszła  piec ciasta.  
A gdy nadszedł już ten dzień uroczysty, dzień, dajmy na to,  dziecka - stoczniowca  badylarza, już od rana wszyscy grzali kichę w barze (kirusy mówią: kafeja) mleczno - internetowym „Kałobonia Gaz Club”. Pracownicy gazowni miejskiej się tłumnie schodzili, a babcia Gawlikowska pierwszy raz zmachała zakalca w drożdżówie. Gość muzyczny imprezy - Perry Farelka z tego tam Edykszyna zagrzał atmosferę i odszedł nieutulony w żalu. Prezentacja multimedialna nastąpiła nowego systemu w Dniu Matki. Do tej pory babcia Gawlikowska zakalca zdążyła już wykroić i zamaskować ubytki wiórkami kokosowymi, że niby się potkła. 
Kotara odjechała, zasiemrali dyktafony, flesze błyskli, fanfarki pojechali z głośników. Uwaga, wejście. Zabrzęczał wiatraczek pogięty (te wiatraczki, nieprawdaż) stacji roboczej, usłużnie odpalonej przez technicznego. 
Bill de Kałboj Majkrosoft Twórca Stwórca Junajted stanął uśmiechnięty na podium, poprawił pingle, powiedział skromnie: morning (złośliwi twierdzą, że słyszeli również: madafakas), ukłonił się i pociągnął za dźwignię. 
Nastał błękitny ekran z oklepanymi już pierdołami w stylu: błąd krytyczny, pomyłka, zmyłka, ruja i poróbstwo E2130002, wyłącz, naduś OK, włącz ponownie, sory bardzo. I oto małpy śpiewają falsetem na czacie. Znaczy na czatach postawili głuchoniemego zwiadowcę makaka i tyle go widzieli, furkot pogiętego wiatraczka go wystraszył, myślał, że to terroryści. Żołądek go rozbolał i huzia na Józia, wyjustował się w gacie od komunii. Ciekawe, w czym pójdzie do kościoła w niedzielę popielcową. Tragedia, jak z tym nowym systemem, żadna go już nie chce nawet jako golden apgrejd kolekszyn czy inny friłer (szarłer w ogóle nie wchodzi w rachubę, korel jego mać). Stojący najbliżej Billa de Kałboja zauważyli na dodatek, że z dziury po karcie dźwiękowej coś wylazło i kupą na ścianie  nasmarowało:

- To się nie uda - bezdyskusyjnie charakterem pisma mgr Łordeckiego.

Uogólniając i uzakańczając, prezentacja DEFINITYWNEGO NOWSZEGO ROMKA nie wyszła. Romek zarzucił i się nie odświeżył (w bafrumie). Coś się mu w nazwach plików powykręcało. Baty i syse się wypły. Jep. Wstyd na cały powiat i żenada. Zgromadzeni przed gmachem fani Czasowego Nowego Romka wykonali wspólny jęk zawodu na trybunach. Bil de Kałboj Majkrosoft coś tam coś tam po raz kolejny wyszedł na okiennego durnia. Pogroził tylko pięścią zgromadzonym tłumom jak przysłowiowy klient tu serwer, choć sam dla siebie czuł się jak serwer tu klient i warknął na całą salę przez jakiegoś sandblastera tudzież 100% kompatybile:

- Dziękujemy ci, Ciastusiu Pilsbery !

Natenczas Wojski spod sufitu zerwał się albo nawet wielki gacek pod postacią mgr Łordeckiego (lub też odwrotnie, brak danych w notatniku systemowym) i dziękując wszystkim zebranym za przybycie oraz trwały i aktywny wkład w rozwój infrastruktury informatycznej podsumował:

- Przecież mówiłem.

**************************

STRONA GÓWNAhomepage