 |

akurat ja Malucha naprawiała, jak mie naszło na pisanie... ten tyłek koło sprzęta, to mój
WSTĘG
...No co ja wam gadać bende.
Siedziała ja se te pare lat w przysłowiowym Rościęcinie i muchy łapała, a zimom
wydłubywała spod mebli, a tu mie różne znajome po łbach co rusz trykali:
- Nie siedź Franka – gadali – jak ten traktorzysta za
kradzież glazury i bierz się do roboty! Świat się kręci, lata zapierdacośtam, a ty pierdzisz w
nowiutki komplet wypoczynkowo – wyczynowy! Trza wyrazić swe zdanie, a nie
komune w kółko opłakiwać! Taaa, no pomyślę. Wzięła ja w końcu odłożyła se bilona na ksero, gęsie pióro
i atramenta i zaczeła bazgrolić, to mie śmiechem zjadły jak psa i straszyć
internatem zaczeły.
- Modema, modema ci trza, deezela i fajerboksa, a nie te
tanie wina wkoło 3,40 + zwrotna w krzaki! – krzyczeli.
Krzyczeli strasznie, ale wporzo som psie syny, więc no
dobra, kupiła sprzęta w tym Lukasu, rate wywaliła przekazem, no i się
powoli przyuczyła z ichnią pomocą czy przemocą, jak te klawisze
pukać. No i oto jestem – FRANKA SKARIEPATA AD 2009, dalej w
rumunach podartych na girach, silnie zelektronizowana
w dziki ryj, bo se machłam chateemela dla tych paru porypów, co mnie zawsze
lub niekiedy pozdrawiali, szanowali i z zinów kserakowych znali. Dla nich mogę pisać, się
nie obrażom za słowa wieszczyni i jasnowidzyni. Się macie ludzi – jak mawiał ten
brodaty, co se teraz w zaświatach kompoty gotuje (owocowe też). I tym
optymistycznym akcentem zapraszam, przez małe „z”! Wasza forewer czy jakośtak (uwaga, skanuje podpisa takim światełkiem w
skrzynce, co się sam przesuwa i papier na szybe kładzie) :
|